
Zobacz też:
Przebieg projektu | Spotkania młodzieży ze świadkami historii | O Klubie Ludzi z Literą "P" | Recenzje książki "Kreuzwege am Oderstrom" | Grupa Oporu "Olimp" | Spotkanie podsumowujące
W ramach II etapu projektu realizowane są spotkania młodzieży z osobami starszymi - świadkami historii, którzy w okresie II wojny światowej zmuszeni byli do niewolniczej pracy na terenie ówczesnych Niemiec.
Pełne realacje zamieszczone są w linkach do dokumentów w formacie .pdf

Gdy rozpoczęła się Wojna miała 12 lat. Jako mała dziewczynka musiała doświadczyć tragedii tamtych czasów. Mimo wielu tragicznych chwil w jej młodym życiu, pielęgnowała w sobie marzenia, które w jej przypadku się zrealizowały. Zafascynował ją wrocławski ratusz (...Ratuszu nie daj się zburzyć, bo ja kiedyś będę u ciebie pracowała). Tak też się stało skończyła studia na historii sztuki i w latach 70-80, pracowała w ratuszu jako urzędniczka.
To, że została w tym mieście sprawił przypadek, gdy jadąc wraz z mamą transportem do Berlina przejeżdżały przez bombardowany Wrocław. Mama podjęła decyzję o ucieczce z transportu i pozostaniu w mieście. Ojciec pani Danuty został skierowany do obozu pracy na terenie dzisiejszych Osobowic. Mimo przerażających warunków i przygód całej rodzinie udało się dotrwać do końca wojny.

Gdy wybuchła wojna Pani Danuta miała skończone 12 lat. W pośpiechu przed Niemcami uciekała z rodzinnego Wielunia przez Łowicz, Lwów aż pod Warszawę. Początkowo pracowała u niemieckiej rodziny. Później z Arbeitsamtu dostała nakaz pracy w Wuppertalu koło granicy francuskiej.
Wspomnienia obozowe do dziś są dla niej bardzo przykre. Pamięta pracę ponad siły i głód. W 1942 roku udało jej się uciec z obozu i przedostać do Polski. Dzięki swojej ciotce, która była tłumaczką w urzędzie udało jej się dostać skierowanie do Wrocławia. Tu pracowała do zakończenia wojny.
Swój wywiad Pani Wanda posumowała słowami "Zmarnowano mi cztery najlepsze lata z życia."

Do Wrocławia został przewieziony w wagonach towarowych z Warszawy, gdzie trafił do przejściowego obozu pracy. Przymusowo pracował w zakładach Linke-Hofman-Werke (powojenny Pafawagu). Dzień zaczynał się pobudką o 5 rano, a praca trwała od 6. Mieszkano w tak zwanych sztubach na terenie obozu - pomieszczeniach wyposażonych w dwa łóżka i żelazny piecyk opalany węglem. Poza teren obozu można było wychodzić tylko ze znaczkiem "P" w klapie.
Pan Kazimierz wrócił po wojnie do Wrocławia i do dziś mieszka naprzeciwko miejsca, gdzie znajdował się obóz, w którym musiał przebywać.
Podsumował swój wywiad słowami: "Człowiek nigdy nie przypuszczał, że da się tych Niemców poskromić i odzyskać Polskę. Trudno w to uwierzyć, że nie ma nic wiecznego. Najważniejsze jest żeby nie było wojen, bo to jest największa tragedia."
All rigths reserved © 2007-2011 Euro-Concret design: maYday